Joe Monster: Tygrys kontra Sherman, cz.II

Nie przespaliście całej nocy, oblizując nerwowo wargi i zastanawiając się, kto wygra pojedynek czołgów? To nie zwlekajcie już dłużej i zajrzyjcie do drugiej części artykułu o pancernych bestiach! 

Kto nie wiedział zbyt wiele na ten temat – przeczyta sporo nowych informacji, kto zaś jest fanem wojsk pancernych i przeszedł już całe World of Tanks dwukrotnie – ten przynajmniej poogląda sobie starannie dobrane obrazki.

4e9a17027ca6eae347d690532e283a97

W poprzednim artykule dowiedzieliśmy się, że w ciągu niecałych kilku lat wojna, doświadczenie z niej wynikające i wyścig zbrojeń sprawiły, że przy projektach z ostatnich miesięcy wojny te, od których zaczynano w latach dwudziestych, wyglądałyby w porównaniu mniej więcej tak:

Ece3b466838cc738b6cc0113ebba4527

Panzer I Lolwagen

W końcu jednak obie strony stworzyły najlepsze czołgi, na jakie było je stać. W Normandii pojazdy te – amerykańskie, brytyjskie i niemieckie – starły się na większą skalę. Ale zawiedzie się ten, kto spodziewał się wielkich bitew pancernych na miarę Kurska. W całej Normandii Niemcy mieli około 2300 czołgów, z czego naszych Tygrysów było nieco ponad 130. A z tej liczby – sprawnych i gotowych do walki – mniej więcej mniej niż 80. Na to wszystko alianci rzucili ponad 10 000 własnych pojazdów. Dlatego liczby od początku przemawiają na korzyść Amerykanów i Brytyjczyków (oraz innych członków koalicji, czyli między innymi Kanadyjczyków, Australijczyków, a także Polaków), choć z drugiej strony trzeba też pamiętać o tym, że to Niemcy się bronili – a z kolei na wojnie to zazwyczaj atakujący ponoszą większe straty.

A43f867ff5b5d1b0812cf018b67ce2a6

Nasi pancerniacy też mieli Shermany Firefly – i też zdarzało im się walczyć z Tygrysami i je dziurawić.

Z racji tego, że Tygrysów było tak mało – były także bardzo małe szanse na spotkanie jakiegokolwiek w boju. Na przykład Amerykanie natrafili na nie (na „jedynki”, o których mowa w artykułach, nie „królewskie”) swoimi czołgami zaledwie… trzy razy (potwierdzone przypadki, do tego trzeba pewnie dodać parę niepotwierdzonych) w ciągu całej kampanii w Europie północno-zachodniej. Za pierwszym razem Shermany okazały się zwycięskie. Za drugim razem to amerykański czołg M26 Pershing padł łupem Tygrysa. A za trzecim razem Amerykanie swoimi Shermanami złapali Niemców z opuszczonymi gaciami – bo znaleźli Tygrysy, które właśnie były ładowane na lawety, więc walka była krótka i nie do końca uczciwa.

Dużo więcej szczęścia, czy może akurat pecha, mieli Brytyjczycy. Oni natykali się na Tygrysy dużo częściej. Na swoje szczęście mieli jednak jedyny czołg, który mógł stanąć do walki z Tygrysem prawie jak równy z równym.
Dziś przyjrzymy się dwóm bitwom, które łączy jedna postać pewnego niemieckiego dowódcy.

Niecały tydzień po lądowaniu w Normandii siły alianckie wciąż były w natarciu. Brytyjczycy opracowali plan operacji o kryptonimie „Perch”, której celem było przełamanie frontu oraz okrążenie i zajęcie miasta Caen. W rejonie Caumont-l’Éventé powstała luka w niemieckiej obronie. Brytyjczycy postanowili to wykorzystać, wedrzeć się w nią i tym samym zagrozić skrzydłu niemieckiej dywizji Panzer Lehr operującej w tym rejonie. Aby tego dokonać, należało zająć strategicznie ważne wzgórze oznaczone numerem 213. A aby dostać się do tego wzgórza – należało zdobyć miasteczko Villers-Bocage.

To Villers-Bocage, które u fanów Panzerwaffe zapewne wywołuje taką reakcję:

E1055c4a3c27ddc690058e9caccddaaf

Główną rolę zagrał tutaj czwarty batalion County of London Yeomanry z 22. Brygady Pancernej, wsparty kompanią „A” 1st Rifle Brigade oraz 1/7th Queens Royal Regiment ze 131 Brygady Piechoty. Natarcie rozpoczęło się o 4:30 rano 13 czerwca. Szwadron „A” 4th CLY posuwał się jako pierwszy, za nim jechała piechota zmotoryzowana kompanii „A” 1st Rifle Brigade, dalej szwadron „B” 4th CLY. Z tyłu znajdowały się jednostki 1/7th Queens, które miały dotrzeć do wzgórza jako ostatnie, tam się okopać i pozwolić 4th CLY na wycofanie się i przejście do roli jednostek odwodowych.

Miasteczko wydawało się puste. Nie napotkano w nim żadnego oporu. Brytyjskie pojazdy przejechały jego główną ulicą i zaczęły wspinać się na niewielkie wzgórze 213 znajdujące się tuż za nim. Kolumna była rozciągnięta na odcinku mniej więcej kilometra. Dookoła panował spokój i nic nie wskazywało na to, że tuż za chwilę Villers-Bocage stanie się sceną ciężkich walk. Tuż przed godziną 8:55 brytyjscy oficerowie zorganizowali krótką odprawę, na której między innymi uznano, że należy wystawić więcej czujek. Żaden z tych oficerów nie miał pojęcia o tym, co w tym samym czasie działo się zaledwie kilkaset metrów dalej.

Ponieważ kilkaset metrów dalej do SS-Obersturmführera Michaela Wittmanna podbiegł jeden z żołnierzy i oznajmił, że zaledwie kilkaset metrów od nich, na drodze, znajdują się jakieś dziwne czołgi, z których niektóre są o takich obłych kształtach i zdecydowanie nie wyglądają na niemieckie, Wittmann błyskawicznie postanowił działać. Miał pod ręką cztery sprawne zakamuflowane Tygrysy. W wywiadzie udzielonym tuż po bitwie powiedział, że „uznał, że wróg go zauważył i zaraz spróbuje go zniszczyć, dlatego postanowił błyskawicznie przejść do akcji”.
Jeden z Niemców stwierdził „zachowują się tak, jakby już wygrali wojnę!”, na co Wittmann odparł „udowodnimy im, że się mylą”.

Najpierw trafiony został brytyjski czołg Cromwell stojący na samym tyle kolumny szwadronu „A”. Tuż po nim zniszczony został Sherman Firefly znajdujący się na jej początku, tym samym sprawiając, że reszta pojazdów Brytyjczyków została uwięziona pomiędzy dwoma płonącymi wrakami. Ciszę radiową przerwał wrzask sierżanta O’Connora:

„Na miłość Boską! Tygrys jedzie wzdłuż nas pięćdziesiąt jardów od nas!”.

Niestety u Tygrysa Wittmanna objawiła się jego najgorsza wada – w wyniku awarii zdechł mu silnik. Wittmann błyskawicznie przesiadł się do innego Tygrysa, dowodzonego do tej pory przez SS-Unterscharführera Kurta Sowę. Gdy pozostałe Tygrysy kontynuowały atak na szwadron „A” 4th CLY i wzgórze 213 (a Sowa robił co mógł, by jak najszybciej naprawić swój czołg), Wittmann wjechał na drogę i ruszył w stronę Villers-Bocage.

C3b5e7d5b4f6d08ed36e58aa46795126

Tam siał absolutne spustoszenie wśród sprzętu 1st Rifle Brigade. Nie byli to przeciwnicy mogący mu zagrozić – były to transportery i ciągnięte przez nie dwa sześciofuntowe działa przeciwpancerne. Następnie na drodze Wittmanna pojawiły się trzy czołgi M3A3 Stuart. Tu również pojedynek wyglądał jak starcie Dawida z Goliatem, z tą różnicą, że tutaj to Dawid został zmasakrowany. M3A3 to lekkie czołgi uzbrojone w armatki 37 mm, zdolne co najwyżej lekko porysować Tygrysa. Dowodzący nimi porucznik Rex Ingram doskonale zdawał sobie z tego sprawę, postanowił więc stanąć swoim czołgiem w poprzek, by zablokować Wittmannowi drogę, ale Tygrys był szybszy. Jeden strzał z osiemdziesiątkiósemki wystarczył. Tygrys cały czas parł w stronę miasteczka.

Reszta brytyjskiej kolumny znajdująca się z tyłu nie do końca wiedziała, co się dzieje. Słyszeli odgłosy bitwy, ale dopiero gdy Wittmann zniszczył trzy Stuarty pojęli, co się dzieje. Załogi Cromwelli zaczęły wycofywać się, ale czołgi te na wstecznym rozwijają oszałamiającą prędkość 3 km/h, więc już po chwili jeden za drugim były przez Tygrysa nokautowane. Jedynie znajdujący się na przedzie Cromwell majora Carra zdołał oddać dwa strzały do przeciwnika. Oba odbiły się całkowicie bezsilnie od pancerza niemieckiej bestii, mimo że odległość była śmiesznie mała. Tygrys cały czas jechał drogą w stronę centrum Villers-Bocage. W zamęcie walki nie zauważył tylko, że jeden z Cromwelli zdołał wjechać tyłem do jednego z ogródków. Dowodził nim kapitan Pat Dyas. Nieświadomy tego Wittmann przejechał tuż przed jego lufą wystawiając na strzał swój słabiej opancerzony bok. Strzał z Cromwella jednak nie padł, ponieważ tuż przed rozpoczęciem bitwy jego celowniczy… poszedł się odlać i już do czołgu nie wrócił.

Cdc526d8631661ece5d3ee1c54ffdf69

Jeden z Cromwelli, które miały pecha stanąć Tygrysowi na drodze.

Mniej więcej w tym samym czasie z okien domów zaczęły się sypać kule niemieckiej piechoty, co sugeruje, że Niemcy byli obecni w miasteczku, zauważyli brytyjską kolumnę i ukryli się, czekając na dogodny moment do ataku. Wittmann nie miał zamiaru odpuścić – tuż po rozprawieniu się z czterema Cromwellami za cel obrał dwa czołgi należące do obserwatorów artyleryjskich, jednego Cromwella i jednego Shermana. Tutaj walka była totalnie nie fair, ponieważ oba te czołgi, jako pojazdy obserwatorów, nie były uzbrojone.

554a133f95d691b2249d0e7acc231800

Sherman OP należący do obserwatorów artyleryjskich. Jego lufa była…. drewnianą atrapą, co sprawiało, że czołg ten był dla Wittmanna takim samym zagrożeniem jak Cromwell.

Dalej jednak zaczynała się kolumna szwadronu „B” 4th CLY. A na jej czele stał Sherman Firefly dowodzony przez sierżanta Stana Lockwooda – jedyny czołg, który był w stanie wyeliminować Tygrysa z walki.

Sherman wystrzelił jako pierwszy. Niestety potężny tuman kurzu wzbił się w powietrze i załoga nie była w stanie dojrzeć, czy trafiła przeciwnika, czy też nie. Po chwili Sherman wystrzelił ponownie i wtedy udało się spostrzec, że pocisk trafił Tygrysa i najwyraźniej go uszkodził, lecz go nie zniszczył. Wittmann z kolei być może zrozumiał, że nieco się zapędził i zaczął się wycofywać. W tym samym czasie z tyłu wyjechał Cromwell Pata Dyasa. Brytyjski czołg zdołał oddać dwa strzały, ale ponownie okazało się, że Cromwelle nie przejdą do historii jako mordercy Tygrysów, a sam Dyas, choć niezmiernie odważny, wyglądał jak dziecko okładające leszczynowym kijkiem rycerza w pełnej zbroi. Jeden strzał Tygrysa zakończył sprawę. Szczęście Wittmanna jednak musiało prędzej czy później się skończyć. Już prawie wyjeżdżając z miasteczka, wyjechał pod samą lufę sześciofuntowego działa przeciwpancernego. Odległość była niewielka i to pewnie przesądziło sprawę, ponieważ Tygrys został unieruchomiony. Wittmann rozkazał załodze opuścić pojazd. Czołg nie został wysadzony w powietrze, ponieważ dowódca uznał, że bitwa zakończy się zwycięstwem Niemców i cennego Tygrysa uda się już całkiem niedługo odzyskać. Wszyscy niemieccy pancerniacy wycofali się i przedostali do kwatery głównej dywizji Panzer Lehr, znajdującej się kilka kilometrów na północ.

Jednak choć udział Wittmanna w bitwie się zakończył, to ona sama toczyła się dalej. Z jednej strony otoczeni Brytyjczycy próbowali utrzymać swoje pozycje na wzgórzu 213 i w miasteczku, a piechota z 1/7th Queens próbowała się do nich przedrzeć, z drugiej strony nadeszły posiłki niemieckie, w tym kilkanaście czołgów Pz IV i Tygrysów z Panzer Lehr. Atak niemieckich czołgów na miasteczko był kosztowny. Walka toczyła się na minimalnym dystansie, w jednym przypadku Sherman trafił Tygrysa, strzelając przez dwa narożne okna budynku znajdującego się przy skrzyżowaniu.

Ciąg dalszy na stronie źródłowej JoeMonster.org – LINK

autor: aquilaspqr
ź: joemonster.org

Jedna odpowiedź dla “Joe Monster: Tygrys kontra Sherman, cz.II”

Dodaj komentarz