Jak już wiecie, ostatnim pojazdem w drzewie technologicznym Francine De Laroche będzie Leclerc T4. Wyjaśnijmy teraz, dlaczego nasz bohater pasuje do ekosystemu Armored Warfare.

scr1

Leclerc T4

Nazwa T4 podpowiada, że rozchodzi się o wariant standardowego czołgu podstawowego Leclerc. Spotykane również oznaczenie „Terminateur” (Terminator) nie jest oficjalne (rzekomo wymyślił je dyrektor sekcji technicznej francuskiej armii) i pierwotnie odnosiło się tylko do kompletnie nowej wieży. Upraszczając, czołg podstawowy Leclerc T4 stanowi eksperymentalny prototyp – kadłub Leclerca z nową wieżą (oficjalnie oznaczoną jako T4), uzbrojoną w armatę kal. 140 mm. Najbardziej znane fotografie czołgu powstały dopiero w 2017 r., ale sam projekt jest znacznie starszy, bo sięga lat 80. XX w. i początków rozwoju programu Leclerca. Pochodzenie programu zasadniczo nie różni się od innych programów natowskich z lat 80. zeszłego wieku, dotyczących superczołgów, z których najbardziej znanymi są amerykański CATTB i niemiecki KSW III.

Przeznaczeniem przezbrojonych w potężniejsze armaty potworów było zwalczanie uzbrojenia ZSRR w latach 90. XX w. – choć kryzys ekonomiczny pod koniec istnienia Związku Radzieckiego nie był tajemnicą na Zachodzie, wciąż jeszcze obawiano się „FST” czyli Future Soviet Tank. Obawy te nie były nieuzasadnione. Jak wiadomo, w ZSRR opracowywano kilka bardzo obiecujących pojazdów, począwszy od powszechnie znanego Obiektu 640 “Black Eagle” do prawdziwie monstrualnych konstrukcji superczołgów z działami kal. 152 mm.

Uzbrojenie czołgów natowskich w większe armaty postrzegano jako jedno z kilku wchodzących w rachubę rozwiązań. W ramach europejsko-amerykańskiego programu (zwanego FTMA – Future Tank Main Armament) z lat 1992-1998 rozwój większej armaty postrzegano jako najbardziej realistyczną opcję – jakby nie było już od lat 80. powstawały projekty większych dział. Pozostałe opcje (takie jak elektrotermiczna broń chemiczna z zapłonem plazmowym) uznano za zbyt słabo rozwinięte i tym samym bezużyteczne w bliskiej przyszłości.

Francuzi opracowali własną armatę gładkolufową kal. 140 mm na bazie istniejącego działa Leclerca kal. 120 mm. Interesująco przedstawiała się kwestia amunicji – nabój nowego pocisku zgodnie z panelem FTMA miał mieć taką samą średnicę jak nabój 120 mm. Aby osiągnąć pożądaną siłę uderzenia, trzeba było wydłużyć pociski, innego rozwiązania nie było. To dlatego opracowane dla nowej armaty pociski 140 mm są tak długie. Takie zaś gabaryty utrudniają obsługę, w związku z czym postanowiono przeobrazić je w pociski dwuczęściowe. Opracowano następujące rodzaje pocisków:

  • APFSDS-T
  • Standard HE

Pociski ważyły około 50 kg, więc automat ładowania stał się koniecznością, a nie opcją jak w przypadku kalibru 120 mm.

scr2

Pocisk 140mm vs pocisk 120mm

Testy wykazały, że pociski były na tyle potężne, aby na polu bitwy rozerwać wszystko na kawałki. Nigdy się nie dowiemy, jak by sobie poradziły z czołgami radzieckimi nowej generacji, pewne jest za to, że przeciwko standardowej serii T były zbyt potężne.

Jako że armata byłaby za duża dla konwencjonalnej wieży Leclerca, wieżę Serii 1 przebudowano. W poszerzonej wieży mieścił się zaś poza samą armatą duży magazyn amunicji wraz ze wzmocnionym mechanizmem automatycznego ładowania. SKO i układy optyczne przejęto z wcześniejszych czołgów Leclerc.

Wieżę zamontowano na standardowym kadłubie 3 transzy, zaniechując z (o ile nam wiadomo) ulepszeń układu napędowego. Pojazd przewoził jakieś od 20 do 30 pocisków, co zwiększało jego masę z 50 do około 60 ton.

I to byłoby właściwie wszystko, co na jego temat wiadomo. Prototyp, przypuszczalnie w pełni sprawny, zbudowano w 1996 roku. Zanim odłożono go na półkę na prawie dwa dziesięciolecia, poddano serii testów. Jego historia przypomina losy standardowego Leclerca – rozpad Związku Radzieckiego i ogromne cięcia budżetów wojskowych na całym świecie pozbawiły go racji bytu. Wykorzystywane standardowe czołgi były w stanie poradzić sobie ze sprzętem pancernym na uzbrojeniu zredukowanej armii rosyjskiej.

Co ciekawe, historia czołgu nie skończyła się w jakimś muzeum. Wojsko nie pozbyło się czołgu i po pojawieniu się Armaty T-14 opublikowano o nim w 2015 r. we francuskim magazynie artykuł, co prawdopodobnie miało złagodzić szok, jaki wstrząsnął wówczas światem. Kolejne zdjęcia tego samego prototypu, tym razem w kolorach programu Scorpion, ukazały się w 2017 r. W obliczu niedawnych decyzji rosyjskich sił zbrojnych o modernizacji istniejącej floty czołgów z ery ZSRR i zaniechaniu zakupu znacznej liczby Armaty oraz pogłoski o rozwoju europejskiego czołgu podstawowego (nazywanego Leopardem 3) zdaje się oczywiste, że zdjęcia były jedynie chwytem reklamowym, zaś prawdopodobieństwo przyjęcia naszego bohatera do służby jest dość nikłe.

W Armored Warfare Leclerc T4 będzie progresywnym czołgiem podstawowym 10 poziomu. Z uwagi na ogółem małą masę dołączy do grona najlżejszych czołgów podstawowych 10 poziomu. Bazowy, porównywalny z opancerzeniem Leoparda 2 pancerz, nawet pomimo ulepszeń względem rzeczywistego prototypu, będzie należał do najcieńszych w klasie i poziomie.

scr3

Leclerc T4

Nasz Leclerc T4 prezentuje się tak, jakby wyglądał, gdyby faktycznie trafił na uzbrojenie. To oznacza, że zawiera kilka ulepszeń, w które nie jest wyposażony faktyczny prototyp, jak na przykład opancerzenie kadłuba AZUR, składające się z dodatkowej ochrony boków i pancerza siatkowego na tyle, które zwiększa poziomy ochrony balistycznej jednakże tylko do poziomów Leoparda 2A5.

W pewnym sensie czołg ten będzie porównywalny do Challengera 2 140 mm, przy czym wykaże mniejsze obrażenia na strzał, ale za to więcej penetracji. Podsumowując, mamy do czynienia z pojazdem wsparcia ogniowego średniego do dalekiego zasięgu z adekwatną przeżywalnością i wyśmienitą siłą ognia. I tu pojawia się moment zwrotny. Podczas gdy pozostałe czołgi podstawowe działają niezależnie, Leclerc T4 10 poziomu dzięki specjalnej zdolności w postaci systemu zarządzania polem bitwy współpracuje z innymi.

Im więcej sojuszniczych pojazdów znajduje się w pobliżu, tym szybciej Leclerc namierza cele i tym jest celniejszy (jeden bliski sojusznik oznacza około 5 procent poprawy celności). Odzwierciedla to rzeczywistą funkcję Scorpiona BMS, polegającą na informowaniu załogi czołgu o lokalizacji sojuszników i wrogów oraz najbardziej skutecznym sposobie działania pod kątem wsparcia tych pierwszych i pokonania ostatnich.

To dlatego skoordynowana jednostka składająca się z czołgów Leclerc zyska pod względem celności znaczną przewagę nad wrogiem. Nawet na średnich i długich odległościach będzie w stanie prowadzić strasznie celny ostrzał, wyniszczający grupy przeciwników salwami o dużej penetracji, wymierzonymi w słabe punkty wrogów. Również dla zawodników solo kooperacja z grupą przyniesie tę samą korzyść – Leclerc T4 to pojazd stworzony dla graczy przedkładających towarzystwo nach spędzaniem bitwy w samotności za krzakami.

ź: AW

9 Responses to Armored Warfare: Leclerc T4

  1. Turkina pisze:

    @UP. Brakuje mu dwóch bardzo ważnych elementów. Białej flagi i dziesięciu biegów wstecznych;]

    • kamil10abc pisze:

      Noi już wiem po co mają dodać do customizacji te sterczące flagi xD, a 10-ciu biegów skąd wiesz że nie ma? 😉

      • Czolg E100 pisze:

        Po pierwsze jest przycisk odpowiedz.. Po drugie śmieszy mnie ten stereotyp, Francuzi jeszcze pamiętali I Wojnę Światową, więc wizja powtórki koszmaru który przeżyli nie motywowała ich do walki. Po za tym jak zobaczyli co Niemcy zrobili z Polską, woleli szybko się poddać żeby zredukować zniszczenia

        • kamil10abc pisze:

          Po pierwsze wiem, że jest coś takiego jak przycisk odpowiedz, właśnie go użyłem teraz jak i wcześniej. Po drugie ich „wizja powtórki koszmaru” i nie robienie kompletnie niczego doprowadziły właśnie do zwycięstwa Niemców i śmierci milionów ludzi. Ich „redukcja zniszczeń” przyczyniła się właśnie do takiej opinii, tj. białe flagi, biegi wsteczne… tak postrzega wielu francuską armię i się nie dziwię…

        • burkoslaw_ pisze:

          Dla powielających te mity przydałoby się poczytać wspomnienia niemieckich dowódców z okresu wojny w 1940 roku we Francji. Jakoś za bardzo ci Francuzi nie chcieli się poddawać a w pamiętnikach opisują jak w nie jednym momencie musieli walczyć o każdy fragment ziemi.
          Polaków boli to że Francuski rząd był na tyle inteligentny by podpisać w odpowiednim momencie kapitulację zachowując sporą dozę władzy a nie pozostawił ludzi na pastwę losu spierdzielajac do innego państwa.

    • burkoslaw_ pisze:

      Ehhh no tak powielamy durne mity

Dodaj komentarz